Filmy fabularne
« Powrót do spisu

Zakochany Anioł

2005

Czy wygnanie z Nieba musi oznaczać porażkę? Czy piękna pani psycholog zdoła uleczyć skołatane anielskie nerwy? Czy prawdziwy anioł może stać się prawdziwym mężczyzną?


Dystrybutor: Kino Świat  |  Prapremiera: 21 kwietnia 2005 (Los Angeles – Hollywood)  |  Premiera: 4 i 5 maja 2005 (Kraków i Warszawa)


 

Reżyseria: Artur Więcek „Baron”
Scenografia: Artur Więcek „Baron” i Witold Bereś
Zdjęcia: Piotr Trela
Muzyka: Grzegorz Turnau
scenografia: Ryszard Melliwa
wnętrza: Katarzyna Filimoniuk
kostiumy: Jolanta Łagowska
dźwięk: Marian Bogacki, Piotr Domaradzki
montaż: Marek Klimaszewski
Kierownik produkcji: Piotr Uss Wąsowicz
koproducenci: Andrzej Serdiukow, Grzegorz Hajdarowicz, Tomasz Karczewski
Producent: Witold Bereś.

W rolach głównych:
Krzysztof Globisz - Anioł Giordano
Anna Radwan - psychoterapeutka Roma
Jerzy Trela - kloszard krakowski
Janusz Gajos - kloszard warszawski
Kamil Bera - Karol, mały chłopiec
Andrzej Kozak - Anioł Rafael
Tomasz Schimscheiner - Anioł Lubega
Dorota Segda - Karioka, panienka lekkich obyczajów
Bartek Świderski - Paweł, goguś
Marta Bizoń - Irenka Trojańska, pomoc domowa
Sonia Bohosiewicz - Malutka

Zabawny i ciepły Anioł Giordano, znany widzom z filmu „Anioł w Krakowie” (Krzysztof Globisz), właśnie rozpoczął życie na poważnie: po śmierci swej przyjaciółki Hanki opiekuje się jej dziesięcioletnim synem Karolem (Kamil Bera), ciągle pomaga ludziom (bo nadal – choć do Nieba nie może wrócić – ma za zadanie czynić choć raz dziennie jakiś dobry uczynek). I nawet gdy mu się coś nie udaje, zawsze może liczyć a to na dyskretną pomoc Nieba (np. znajdując co miesiąc portfel z pieniędzmi), a to na swój magiczny gwiezdny pył w aerozolu, którym naprawia to, co zepsute lub chore. Słowem – żyć nie umierać. Jednak Niebo, ze względu m.in. na swój ograniczony budżet, musi zerwać

kontakt z Aniołem: nikt na górze już nie podnosi od niego telefonu, kończy się aerozol i Anioł zostaje ostatecznie wygnany z raju, co skutkuje załamaniem nerwowym. Ale najistotniejsze okazuje się nie to, co Giordano traci, ale co zyskuje: nagle staje się mężczyzną. A od tego już jeden krok... do zakochania w pięknej pani psycholog Romie (Anna Radwan), która profesjonalnie zajmuje się jego anielską psychiką. Nie jest nasz Anioł zbyt doświadczony w ziemskiej miłości, więc zamiast wyjść z depresji cierpi nowe katusze. Ale pilnie studiuje fachowe poradniki. Czy z dobrym skutkiem?

Recenzje

Jest to więc swoista baśń. Krakowska, a nawet jeszcze bardziej krakowska niż "Anioł w Krakowie", co stanowi jej wielki czar. Nie istnieje przecież drugie miasto w Polsce, które mogłoby stać się odpowiednią scenerią dla historii o kimś, kto przybył ze świata mitu, baśni, a jednak tam gdzie wylądował - jak pamiętamy z pierwszego "Anioła...", trochę przez przypadek - czuje się jak u siebie. Kraków jest jedynym takim miejscem nie tylko ze względu na swą urodę, lecz także legendę. Każdy wie: zaczarowane miasto, w którym nie da się zaczarować chyba tylko konia.
W filmie opuszczamy Kraków dwa razy, by się ostatecznie przekonać, że zmaterializowany niebianin mógł zamieszkać tylko w Krakowie. Na dalekim krańcu Rzeczpospolitej - żadnych "tak pięknych okoliczności przyrody", po prostu zapadły kąt, gdzie diabeł mówi dobranoc, a w stolicy, na olśniewającej światłami nocnej Marszałkowskiej nawet sam Konstanty Ildefons Gałczyński nie znalazłby nic zaczarowanego. Nawiasem mówiąc, przeniesienie narzeczonego pięknej pani psycholog, w której zakochał się Giordano, w miejsce bardzo odległe, jak w "Mistrzu i Małgorzacie" Lichodiejewa do Odessy, jest wyraźnym hołdem dla Bułhakowa, który wprawdzie zmaterializował w swej powieści nie anioła, lecz Księcia Piekieł i jego świtę, lecz w sposób najdoskonalszy przypomniał w czasach nam bliskich tę pradawną grę kultury, która może również przybierać postać czystej zabawy.
"Zakochany Anioł" jest bowiem komedią, ale bynajmniej nie pustą zgrywą. Oto Giordano, ostatecznie odcięty od kontaktu z Niebiańską Centralą i definitywnie uczłowieczony, ale przecież nadal z anielską naturą, musi się jakoś odnaleźć w ziemskim bytowaniu. A to znaczy - czegoś gorąco zapragnąć, o coś zabiegać, zawalczyć. O coś pięknego, oczywiście: o miłość, co stanowi od pewnego momentu główny wątek akcji. Ale istotna wydaje się głębsza przyczyna jego zakochania, której można się tylko domyślić: Giordano jest tak oczarowany tym, że żyje, iż aprobata i zachwyt muszą, by się nie rozproszyć, skupić się wreszcie na jakiejś osobie... Taki stosunek do życia jest największym urokiem tego filmu, objaśniając jednocześnie, dlaczego posłużono się postacią uczłowieczonego anioła. Gdyby Giordano był po prostu pewnym mężczyzną o włoskim nazwisku, wypromieniowującym z siebie tyle ciepła i dobra, tak bez zastrzeżeń akceptującym życie, zarobiłby tylko na epitet, którym współobywatele obdarzają podobne postacie: idiota. od ponad stu lat, kiedy napisał swą powieść Dostojewski, nic się przecież pod tym względem nie zmieniło.

Ulega się urokowi tego filmu nie tylko dlatego, że jesteśmy spragnieni - podobno - dobra na ekranie, co przekładałoby się, mówiąc trywialnie, na pozytywne postacie. Działa tu mechanizm głębszy, charakterystyczny dla kina w ogóle: człekoanioł Giordano budzi marzenie widza o sobie samym, w tym przypadku - umiejącym naprawdę cieszyć się tym, że jest, istnieje, w tym właśnie znajdując sens życia.
Żeby podobny film mógł się udać, główną postać musi zagrać świetny aktor o specjalnych warunkach. Raczej pyknik niż astenik, zapewne obdarzony również pewnym predyspozycjami psychicznymi. Idealnego odtwórcę znalazł reżyser w osobie Krzysztofa Globisza. W obecnym wcieleniu jest nadal łagodny i dobroduszny, pozbawiony cienia agresji, ale wyraźniej niż w poprzednim - nie naiwny.
W "Zakochanym Aniele" są również postacie dwóch meneli. Krakowskiego gra Jerzy Trela, warszawskiego Janusz Gajos. Znakomity aktor Jerzy Trela znakomicie gra znakomitego aktora, znakomicie grającego menela, natomiast Janusz Gajos ze wspaniałym, ironicznym dowcipem (nie bez domieszki autoironii) stworzył mistrzowski miniaturowy portret pewnego gościa, który dziś jest menelem, lecz gdyby przyszło mu jutro zostać biznesmenem albo politykiem, musiałby tylko zmienić garniturek. A zresztą - kto wie - może już odbył tę drogę w odwrotnym kierunku... O wyższości Krakowa nad Warszawą nie trzeba nikogo przekonywać, krakowscy aktorzy są oczywiście najlepsi na świecie, a jednak gdyby przyznawano Oscara za epizod (to nie to samo, co rola drugoplanowa) - należałoby wyciąć z filmu fragment z Gajosem (bo jednak z Oscarem za całość mogłoby być trudniej) i wysłać do Los Angeles, a potem już tylko czekać na statuetkę. Chociaż - co tam wiedzą o warszawiakach i Warszawie? Podejrzewam, że mniej więcej tyle, co o krakowiakach i Krakowie.

Bożena Janicka, miesięcznik "Kino", 16.05.2005