Inne realizacje
« Powrót do spisu

Książka cieszy!

2011

Fundacja Świat Ma Sens organizuje środki na zakup wytypowanych przez kapitułę książek, które pozytywnie i twórczo zmieniają spojrzenie na świat. Bo każdy z nas ma książkę, która zmieniła mu życie!

„Książka cieszy!” to akcja społeczna skierowana do młodych odbiorców, dla których w świecie opanowywanym przez telewizję, Internet i gry komputerowe książka nie zawsze jest naturalnym wyborem i sposobem na spędzanie wolnego czasu. W ramach akcji Fundacja Świat Ma Sens organizuje więc środki na zakup wytypowanych przez kapitułę książek, które pozytywnie i twórczo zmieniają spojrzenie na świat. Co roku, w grudniu, wybrane tytuły rozdawane są dzieciom i młodzieży, wskazanym przez współpracujących z Fundacją wychowawców. Idea akcji zrodziła się ze szlachetnej wiary w to, że piękna i mądra książka jest w stanie odmienić czyjeś życie na lepsze, a już na pewno je wzbogacić.
Finał II edycji akcji „Książka cieszy!” odbył się 20 grudnia w auli LO im. Konarskiego w Oświęcimiu. Ewa Kaim, aktorka Starego Teatru, oraz współtwórcy Fundacji Świat Ma Sens Artur Więcek „Baron”, Witold Bereś i Piotr Uss Wąsowicz wręczyli uczniom oświęcimskich gimnazjów i liceów książki, które pozytywnie zmieniają świat. Młodzież otrzymała „Oskara i panią Różę” Erica Emmanuela Schmitta (gimnazjaliści) oraz „Kapelusz na wodzie” Wojciecha Bonowicza (licealiści).
Przedsięwzięcie jest oczywiście promocją czytelnictwa, ale też często się zdarza, że otrzymany od Fundacji tytuł jest pierwszą własną książką dziecka. Dlatego tegoroczna, trzecia już edycja naszego projektu obejmie również najmłodszych czytelników – uczniów szkół podstawowych i przedszkolaków. Może o którymś z otrzymanych tytułów opowiedzą kiedyś tak, jak opowiedziały nam znane osoby.

O książkach, które zmieniły ich życie, opowiadają:


Jan Kanty Pawluśkiewicz: – Cóż, Żeromski mnie nudził...Taką znaczącą cezurą w mojej czytelniczej podróży były opowiadania Salingera, po pierwsze dlatego, że był to autor amerykański. Szczególne wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie „Franny i Zooey”. Bohaterowie opowiadań Salingera to było towarzystwo, którego nie znałem, takie bez zahamowań, odważne, pragnące zdobywać świat, żyjące w społeczeństwie bardzo otwartym, niewierzącym w zabobony. Do dziś pamiętam scenę z tego opowiadania, ukazującą przepaść pomiędzy rodzicami a dziećmi – matka, siedząc na brzegu wanny, poucza zgnębionego bohatera, oddzielonego parawanem. Ten parawan był wówczas szczytem luksusu!
No i było jeszcze „Z zimną krwią” Trumana Capote – kolosalne wrażenie, znakomity język!

Andrzej Sołtysik: – Gdy miałem 17 lat, przeczytałem „Dżumę” Alberta Camus, powieść, która mną wstrząsnęła już od pierwszego zdania. Od tego momentu zaczęła się moja podróż z literaturą piękną – wcześniej interesowało mnie tylko lotnictwo. Drugą taką powieścią jest „Świat według Garpa” Johna Irvinga, która ujęła mnie fenomenalnym sposobem opowiadania i absurdalnym spojrzeniem na świat. Przez lata egzemplarz się zniszczył, kartki poplamiły, bo tysiące razy do niej wracałem.

Mariusz Benoit: – 45 lat temu zaczytywałem się w twórczości Salingera, zwłaszcza w jego izraelskich opowiadaniach. Wtedy tę literaturę nazwano „literaturą straconych złudzeń” - jakże bliskie myśleniu młodego człowieka! Tematy, które tam poruszano, tematy kontrowersyjne, bolesne, dotykające życia, wywoływały u mnie silne poczucie identyfikacji z bohaterami.

Krzysztof Jasiński: – Z największym zainteresowaniem śledziłem przygotowania do wydania „Ulissesa” Jamesa Joyce'a, była to wówczas sensacja, do kupienia „spod lady” za 1000 zł. „Ulisses” okazał się nową miarą w myśleniu – żadna lektura nie wymagała tyle pokory, nie wywoływała takiego konfliktu i tylu emocji jednocześnie – od zachwytu do oburzenia, a nawet złości. Wciąż do niej jednak powracałem, wcześniej nie czytałam niczego równie niezrozumiałego i fascynującego. „Ulissesa” zaadaptowałem nawet na scenę, byłem bardzo dumny. W teatrze w Gdańsku niemal w tym samym czasie wystawił Joyce'a Zygmunt Hübner. Okazało się, że nie byłem w tej ekscytacji odosobniony.

Marta Deskur: – Jedną z książek, która mnie oświeciła i ukierunkowała moje życie była „Autobiografia każdego z nas” Gertrude Stein (mam egzemplarz do tej pory). Stein była pisarką, która w latach 20. i 30. ubiegłego wieku prowadziła życie dość kontrowersyjne jak na ówczesne czasy życie – była feministką, lesbijką, mieszkała ze swoją partnerką, obracała się w towarzystwie paryskiej bohemy artystycznej. Na pisarstwo Stein szalony wpływ miały sztuki wizualne. Jej powieść, pisana bez znaków interpunkcyjnych, w czasie teraźniejszym, gdzie przymiotniki tworzą rytm książki, totalnie mnie oczarowała. Zwłaszcza, że to był dla mnie czas zabawy formą, szukania swojej artystycznej drogi.

DJ Silk: – Muszę przyznać, że nie czytałem literatury klasycznej, byłem dość przekorny i sięgałem tylko po to, co mnie interesowało naprawdę, było mi bliskie. Odkryciem była dla mnie twórczość Doroty Masłowskiej – przeczytałem wszystko, co napisała do tej pory, bardzo ją cenię za wyjątkowy słuch językowy.

Krzysztof Globisz: – Książką, która zmieniała moje życie w młodości, był „Mały Książę” Antoine de Saint-Exupery. Przeczytałem go w siódmej klasie podstawówki. Dzięki tej lekturze uświadomiłem sobie, czym jest odpowiedzialność. Pozwoliła mi ona nazwać problemy, które mnie dręczyły, a których nie potrafiłem wówczas określić. Pamiętam, że szczególnie zaintrygowała mnie opowieść o lisku i latarniku, wykonującym bezproduktywną pracę. W tamtym czasie zdałem sobie też sprawę, że nie wolno zapominać o świecie dziecka, do którego dorośli nie zawsze mają dostęp.

Piotr Cyrwus: – Potrzebę czytania rozbudził we mnie poemat Mickiewicza „Pan Tadeusz” - wróciłem do tej książki na studiach teatralnych, w czasie których rozmawialiśmy o niej nie jako o literaturze narodowo-wyzwoleńczej, a jako obrazie ukazującym nasze przywary. Cały ten polski kontekst obyczajowy – to było odkrycie! Wiele lat później Andrzej Wajda zaproponował mi udział w swoim filmie, grałem postać Konewki. „Pan Tadeusz” w moim życiu odegrał ważną rolę.