Książki
« Powrót do spisu

20 lat RP

2009

Barwny portret dwudziestolecia 1989–2009. Polityka, kultura, sport, obyczaje – wszystko, czym wtedy żyliśmy, co dziś nas śmieszy lub wzrusza. Mnóstwo anegdot, wspomnień i zdjęć. A wszystko lekkim piórem sprawdzonego duetu Bereś/Burnetko.

Witold Bereś i Krzysztof Brunetko: „Nasza historia. 20 lat RP.pl”, Świat Książki, Warszawa 2009

To reporterska historia wolnej Polski po roku 1989 poprzez wydarzenia medialne i społeczne, a także historię własną autorów. Mieli bowiem w życiu szczęście podwójne, jeśli nie potrójne: na ich oczach zmurszał mur dzielący świat i zaczęto budować nowy porządek, i mieli w tym

swój mały udział, redagując najpierw podziemną prasę, a potem jeden z najważniejszych tytułów prasowych nad Wisłą – „Tygodnik Powszechny”. A to oznaczało także dostęp do najciekawszych ludzi.

Recenzja

„W wysypie publikacji przygotowanych na dwudziestolecie RP zwraca uwagę dzieło znanej dwójki autorskiej Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki. Opowiedzieli oni swoją własną historię Polski od 1989 r., w jakimś sensie osobistą, bo obydwaj bardzo aktywnie jej świadkowali jako dziennikarze.
Kiedyś związani z »Tygodnikiem Powszechnym«, potem w różnych innych miejscach, Burnetko ostatnio w »Polityce«. Wyspecjalizowali się jednak przede wszystkim w pisaniu książek i zbieraniu wywiadów wstrzelonych znakomicie w specjalne okazje czy rocznice – choćby z Ryszardem Kapuścińskim czy Markiem Edelmanem. W swojej najnowszej książce ponownie zastosowali ulubioną formułę, ktoś by powiedział, że ponowoczesną. Szczegół miesza się ze szczegółem, ogół wyłania się poniekąd sam, wątki plączą się, cytaty mieszają z komentarzami, wspominki z refleksjami, a wszystko okraszone sylwetkami najważniejszych postaci III RP. One także są prezentowane niebanalnie, bohaterowie mówią dużo sami, a autorzy dbają o to, by były to relacje słabo chyba dzisiaj pamiętane. I dlatego odbierane są teraz przy lekturze jako bardzo świeże i odkrywcze.
Autorzy potrafią takie słowa z przeszłości skomentować z dzisiejszej perspektywy i powiązać je z jak najbardziej współczesną refleksją. Co mianowicie okazało się potem, co kiedyś wydawało się ważne, a obecnie jest już inne, czasami jednak takie samo. To typowe dla tej spółki autorskiej podróżowanie po mentalności polskiej ostatniego dwudziestolecia. Mają ucho na sprawy wydawałoby się mniej istotne, istniejące gdzieś w drugim planie, a przecież tak ważne, bez których plan pierwszy stałby się tak nieznośnie podręcznikowy. Choćby wtedy, gdy analizują polską małyszomanię czy sukces portalu Nasza klasa”.

Wiesław Władyka, „Polityka”, czerwiec 2009



„Niemal całe dorosłe życie przeżyłem w wolnej Polsce. Co to za wspaniała epoka! Jej doniosłość i przełomowość wciąż na mnie działają. Bo pamiętam syf sprzed 1989 r.
Przeglądałem ostatnio książkę Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki »20latRP.pl« będącą częścią internetowego plebiscytu »Pochwalmy się!«. Coś się w nas rzeczywiście zmieniło. Przecież jeszcze nie tak dawno każdy Polak na pytanie: »Co słychać?« odpowiadał: »Dziękuję, do kitu, stara bieda«. Dziś większość moich znajomych mówi, że jest w porządku. Na przestrzeni zaledwie jednego pokolenia pozbyliśmy się wielu tak rozpoznawalnych cech Polaka: ciągłego narzekania, defetyzmu, imposybilizmu, jakiejś części genetycznego kompleksu niższości i prowincjonalności. Oczywiście nie wszyscy.
Książka Beresia i Burnetki jest subiektywną impresją o wolnej Polsce, kalejdoskopem ludzi, wydarzeń politycznych, artystycznych i popkulturowych. Składa się z krótkich, felietonowych form, cytatów i wywiadów z najciekawszymi postaciami epoki. Są tam m. in. szkice o: Balcerowiczu, Bartoszewskim, Edelmanie, Michniku, Kuroniu, Kwaśniewskim, Mazowieckim, Miłoszu, Turowiczu, Tischnerze, Wajdzie, Szymborskiej, Wałęsie, Nowaku-Jeziorańskim i Owsiaku. To są także dla mnie ważne osoby.”

Mikołaj Lizut, „Gazeta Wyborcza” nr 120, 25/05/2010

Fragmenty

I jeszcze słówko od autorów.
Tak, chętnie skrytykujemy – i krytykowaliśmy – dziesiątki przejawów życia w Polsce.
Wiemy, wiemy – nie ma autostrad, sprawiedliwość jest nie tylko ślepa, ale i kulawa, a dzieciom tylko dlatego nie można dać na imię Korupcja, bo nikt jeszcze za to nie zapłacił pod stołem.
Ale Polska to nie tylko potknięcia. Ba – to głównie sukcesy. Naprawdę.
Tak, wiele razy mieliśmy wrażenie, że w naszych relacjach z wolną Polską zachowywaliśmy się jak panowie w wieku średnim, którzy nagle zakochują się w dwudziestolatce: od euforycznego i bezrefleksyjnego zachwytu po głupią podejrzliwość i serce zatrute nienawiścią.
Czy to głupie? Pewnie tak. Ale na pewno prawdziwe. Wszak w średnim wieku jesteśmy, a Polska ma dwadzieścia lat.
Dlaczego zachowujemy wobec niej podejrzliwość – już wiadomo. Ale dlaczego ją kochamy?
Najpierw dlatego, bo wolna. Zewnętrznie i wewnętrznie. Można powiedzieć wszystko, nawet rzecz najgłupszą, i nikt nie „zapuka nam w ściany”. Nikt na to nie liczył.
Bo jest dostatnia. Niech nikt nas nie straszy kryzysem – dwadzieścia lat temu, jako jedyny kraj w Europie, byliśmy na jego dnie. I wyszliśmy z niego – sami, choć razem.
Bo – choć wszyscyśmy, Polacy, malkontenci – udało się niezwykle dużo osiągnąć: kłóciliśmy się, ale jak przychodziło co do czego, to jednak wybieraliśmy doskonale (patrz: referendum europejskie). No i te bezpieczne granice i silni sojusznicy!
Bo polskie elity, choć psy wieszaliśmy na nich, były (i gdzieniegdzie jeszcze są) takie, jakich w następnych wielu dziesięcioleciach może już nie być.
Bo politycy bywają durniami, ale jednak dają sobie radę i nikt w Polsce nie porywał ani nie mordował przeciwników politycznych (zerknijcie na Ukrainę czy Słowację).
Bo – wreszcie – Polska przede wszystkim jest zbiorowym sukcesem WSZYSTKICH obywateli. Wystarczy sobie zdać sprawę z tego, że inaczej potoczyłyby się losy państwa (a może i całej Europy postkomunistycznej), gdyby nie SKALA GŁOSÓW OBYWATELI oddanych

na drużynę Wałęsy w czerwcu 1989 roku. To one, jednoznacznie wyrzucając komunistów z systemu władzy, dały mandat do odrzucenia tego, co zostało ustalone przy okrągłym stole. Najpierw do powstania rządu z naszym premierem. Potem – zmarginalizowania PRL i odsunięcia prezydenta – generała Jaruzelskiego. Wreszcie – do Jesieni Ludów – cała Europa środkowo-wschodnia spojrzała na polski przypadek i zdała sobie sprawę z tego, że może się udać.
Ale nasza miłość do Polski ma jeszcze jeden, szczerze mówiąc, najważniejszy pewnie aspekt: osobisty.
Bo prócz poglądów politycznych marzących o wolnej Polsce, tak jakoś się złożyło, że w budowę Rzeczpospolitej wspólnie inwestujemy i inwestowaliśmy od ponad 20 lat.
Inwestowaliśmy w nią od pierwszych dni stanu wojennego, redagując podziemną prasę, biegając na zadymy, a wreszcie relacjonując dla mediów pierwsze wolne (niech będzie – tylko częściowo demokratyczne) wybory w czerwcu 1989 dla Wolnej Europy. Budowaliśmy ją – przepraszamy za tę pychę – znajdując niezwykłe miejsce pracy, jakim był „Tygodnik Powszechny”, i miejsca wypoczynku, jakimi były Piwnica pod Baranami i Free Pub Barona i Młodego, pierwszy krakowski pub. (Tak, czasami te miejsca wymieniały się swymi funkcjami). Przeżywaliśmy sukcesy i porażki wolności, współzakładając oddział „Gazety Wyborczej” w Krakowie, a potem współpracując z nią sporadycznie czy nawet etatowo (podziękowania dla wielkiej Heleny Łuczywo). Fascynowaliśmy się, współpracując mocno, a nawet emocjonalnie, z pierwszym wolnym radiem, czyli RMF FM (menadżerski geniusz Staszka Tyczyńskiego plus geniusz medialny Edka Miszczaka). Wreszcie – zachłysnęliśmy się wolnym rynkiem, na którym z wielkimi sukcesami sprzedawano nasze książki.
Tak, jesteśmy zakochani w Polsce również dlatego, że to nam się udało. Ale głęboko wierzymy, że niemal każdy, kto się wokół rozejrzy, a pamięta nieco więcej niż to tylko, co jadł w zeszły piątek, przyzna, że i jemu jest lepiej.
A już na pewno – że może być lepiej.