Książki
« Powrót do spisu

Onyszkiewicz. Ze szczytów do NATO

1999

(…) stosunki ze sztabem, generałami (…), kulisy zmian personalnych, afera teczek, zupełnie aberracyjna historia „puczu” Wałęsy za czasów premiera Olszewskiego (..) i wiele innych ciekawostek w rozmowie-rzece z b. Ministrem Obrony Narodowej.

„Onyszkiewicz. Ze szczytów do NATO” (Witold Bereś i Krzysztofem Burnetko),
Bellona, Warszawa 1999

Najbardziej klasyczny z wywiadów-rzek, jakie popełnił duet autorski Bereś/Burmetko – w przededniu wejścia Polski do NATO;  rozmowa z alpinistą, politykiem Unii Wolności, działaczem opozycyjnym, wiceministrem i ministrem obrony narodowej w III RP – Januszem Onyszkiewiczem.

Do tego dołączone obszerne kalendarium polskiej drogi wejścia do NATO – rzecz ważna dla tych, którzy pamiętają, jak przez dziesięciolecia marzyliśmy, aby znaleźć się pod skrzydłami NATO, bo tylko to daje relatywną niezależność polityczną od Rosji.

Recenzja

Książka pod tytułem „Ze szczytów do NATO”, 250 stron rozmowy-rzeki, dwóch ostrych dziennikarzy rodem z Krakowa i „Tygodnika Powszechnego” (to bardzo dobre pochodzenie), Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki, z Januszem Onyszkiewiczem, ministrem obrony narodowej RP. (...) w normalnej kronice książkowej, pisząc o tej iskrzącej się rozmowie (Bereś i Burnetko świetnie przygotowani, wiedzą, o co mają pytać. Onyszkiewicz nie tylko wie co, ale i jak ma odpowiadać, żeby nie moralizować ani nie nudzić), recenzent wspomniałby także o przednatowskich  (nawet bardzo osobistych) epizodach krótkiej, ale bogatej przeszłości obecnego ministra, byłego rzecznika Solidarności, działacza opozycji i „internisty” po stanie wojennym.

Jego przygody jako vice-, a potem ministra (np. okres Parysa urzędującego z bronią w ręku!; Onyszkiewicz także miał pistolet, ale go schował, „aby dzieci go broń Boże nie znalazły”), stosunki ze sztabem, generałami i „rozczarowanie” Wileckim, kulisy zmian personalnych, afera teczek, zupełnie aberracyjna historia „puczu” Wałęsy za czasów premiera Olszewskiego, wieczna kwestia tłumaczenia zagranicznym partnerom języka Wałęsy i w ogóle charakterystyka „Lecha”, wejdą do każdego „krótkiego kursu” polskie transformacji.

Leopold Unger,  Trylogia do NATO, „Kultura”, wrzesień 1999

Fragmenty

– Swego czasu Lech Wałęsa napomknął nam w jednym z wywiadów, że były próby zdobycia przez Polskę taktycznej broni jądrowej i może to być jeden ze sposobów budowania bezpieczeństwa Polski. Można by pomyśleć, że to bajki, ale powtórzył tę wersję później minister Parys. Czy tajne służby wojskowe trafiły na ślad takiej sprawy? Czy jest w tym ziarno prawdy?
– Tu są dwa ziarna prawdy. Jedno to, o którym Parys pewnie nie wiedział, a drugie, o którym mówił. To o czym wiedział, polegało na tym, że rzeczywiście tego rodzaju pomysł – niezbyt mądry, delikatnie to określając – zrodził się w kręgach belwederskich. Raczej jednak doszło do tego na takiej zasadzie, że ktoś raptem coś takiego rzucił, a ktoś inny wziął to serio.
Natomiast jest też druga sprawa. Otóż kiedy byłem wiceministrem, bardzo niepokoiłem się stanem poradzieckiej taktycznej broni

jądrowej, a precyzyjniej – możliwością jej proliferacji, przejścia jej w niepowołane ręce. I poprosiłem nasz wywiad, by sprawdził, jak szczelne są ich zabezpieczenia chroniące broń jądrową. Wtedy w porozumieniu z naszymi amerykańskimi partnerami ustaliliśmy, że wywiad po prostu dokona próby zakupu takiej taktycznej głowicy.  Żeby sprawdzić, czy byłoby to możliwe. To Amerykanów bardzo interesowało, bo też nic nie wiedzieli. Nuklearne środki strategiczne są bowiem bardzo łatwe do skontrolowania, bo są duże. Natomiast taktyczne nie – co prawda walizka to byłaby bardzo ciężka, ale już na taczkach można by to wywieźć.
– Jak się skończyła ta próba?
– Na szczęście okazało się, że jest co najmniej trudne, że niby wszystko wali się w byłym ZSRR, ale jak przychodzi co do czego w tak trudnej materii, jak handel bronią jądrową, to towaru nie dają.