Książki
« Powrót do spisu

Tischner. Życie w opowieściach

2008

Wzruszył Cię film Artura Więcka „Barona” „Tischner. Życie w opowieściach” lub przeoczyłeś projekcję? Sięgnij po książkę: zawiera pełen scenariusz plus 85% materiałów, które nie zmieściły się w filmie!

Witold Bereś, Artur Więcek „Baron”: „Tischner. Życie w opowieściach”, Świat Książki, Warszawa 2008

Ta książka to pełny zapis scenariusza filmu dokumentalnego w reżyserii „Barona” – „Tischner – życie w opowieściach”, zawierający wszystkie pozyskane materiały i opowieści (do filmu produkowanego wspólnie z PISF i TVN weszło zaledwie 15 procent całości). Książka okazała się sukcesem, czego wyrazem była między innymi Nagroda Wydawców Katolickich Feniks 2008 w kategorii „literatura faktu”.
Tytuł silnie zaistniał w necie.
„Rzadko się wzruszam czytając książkę. Musi ona na mnie wywrzeć ogromne wrażenie, tak iż pozwala mi się zastanowić nad własnym życiem, nad tym, czy właściwie wykorzystuję dany mi czas. Książkę »Tischner – życie w opowieściach« zaliczam właśnie do tych przystanków życiowych, na których można znaleźć odpowiedź na wiele pytań. (…)
Na koniec ksiązki autorzy przytaczają zapis debaty publicznej w ramach IV Wypominek Tischnerowskich w Łopusznej 10 listopada 2007 roku, parę dni po wyborach parlamentarnych: »Co powiedziałby nam dzisiaj Tischner«?” (Beata Woźniak na blogu „Słowem malowane”, 2009)
Ktoś inny na blogu „Książki to świat” pisze (2011): „Książka ta powstała na bazie filmu dokumentalnego, składającego się z wypowiedzi rodziny, przyjaciół, znajomych i współpracowników księdza oraz materiałów archiwalnych, zawierających fragmenty programów telewizyjnych z udziałem Józefa Tischnera.
Jednak nie jest to zwykły dokument i zwykła książka, ma w sobie coś, co zachwyca, skłania do zadumy. Może to widoki polskich Tatr, a może obecny w wypowiedziach bohaterów zachwyt nad pięknem, który charakteryzował życie księdza Tischnera. Na pewno wielkim walorem tej książki jest brak patosu. Jej bohater nie był człowiekiem nadającym się do postawienia na cokole, to był człowiek. Przede wszystkim człowiek, i tak został pokazany. Jako dowcipny, umiejący wybrnąć z każdej sytuacji niebanalnym tekstem, uparty, twardo trzymający się swoich przekonań, niepokorny. (…)

Na seans filmu trafiłam trochę przez przypadek, tam też zaopatrzyłam się w książkę, którą natychmiast przeczytałam. A potem były następne książki autorstwa Józefa Tischnera. I tak do dzisiaj, jeśli jakaś wpadnie mi w ręce, zabieram się za nią w pierwszej kolejności :)”.
A Piotr Słotwiński mieszkający w Irlandii zauważa: „O księdzu Tischnerze słyszałem rzecz jasna wielokrotnie, ale nigdy jakoś nie zdawałem sobie sprawy z konfliktu, w jaki wszedł z dużą częścią mniej lub bardziej konserwatywnego duchowieństwa.
To, że ksiądz Tischner był w niektórych środowiskach, hm, nazwijmy to – niepopularny, przekonałem się po raz pierwszy podczas kolportażu katalogów z programem wydarzeń na III Festiwal Kultury Polskiej w Cork. Rozdawałem te katalogi zaraz po mszy w języku polskim przed kościołem oo. Augustianów, gdy jeden z tych, który go ode mnie wzięli (żeby nie było niejasności: katalogi były bezpłatne), po chwili zwrócił mi go oburzony ze słowami: »Jak jest tam Tischner, to ja tego nie chcę!« (…)
Dopiero emisja filmu, a potem lektura książki uświadomiła mi, że był to ksiądz wyjątkowy, który chadzał własnymi ścieżkami, nie zawsze zgodnymi z odgórnymi wytycznymi. Najbardziej znanym jego powiedzeniem  –  i chyba za to został też najbardziej znienawidzony przez część kleru, było jego słynne stwierdzenie: »Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi«.
Tego dla niektórych było (a dla części – jest nadal) za wiele, pomimo że sam Papież Jan Paweł II do końca otaczał go swoją przyjaźnią...”.

Fragmenty

TISCHNER
Problemem najciekawszym, najpiękniejszym jest problem jeden, w jaki sposób człowiek może obudzić w drugim człowieku poczucie wolności. Bo zazwyczaj zastanawiamy się nad tym, co ja powinienem zrobić, żeby drugim tak, a nie inaczej, pokierować. Ale pokierować drugim, to znaczy zagrać z nim w jakąś grę, może nawet zapanować nad nim. Tymczasem najgłębszym problemem wychowawczym nie jest to, w jaki sposób panować nad człowiekiem, ale w jaki sposób obudzić w nim człowieczeństwo. A człowieczeństwem tym jest wolność. I tutaj znalazłem piękną odpowiedź na to pytanie Franza Rosenzweiga. Mianowicie: są pewne wartości, które przenoszą się z człowieka na człowieka poprzez pieśń, i między innymi do takich wartości należy wolność. To bardzo piękna idea, że wolność musi być wyśpiewana, i wyśpiewana wolność przenosi się od człowieka do człowieka, zaczyna się wspólny śpiew wolności”.

LUDWIK MACIASZ
Tyj mondrości to ja go chyba naucyłem z Wawrzkiem, bo my mu straśnie ciekawe rzecy opowiadali. Bo jak cłowiek zyje całe zycie w górach, całe zycie, to straśnie duzo wie. No to my mu opowiadali, a on to słuchoł. I dlatego on mi wypowiedział w ostatnich latach juz prawie, ze jak oko nie widzi i ucho nie słyszy, to nie ma co opowiadać i pisać.
I to świento prowda. Trzeba z ludzi wycytać, wypisać i to opowiadać.
On tam se wziął i wycytał, bo on to coś tam wiedział na ten temat, a coś potem dołożył, bo tak lubił dołożyć, dość dużo dokładał.
Ale to z nas brał tę filozofię.

WAWRZYNIEC KUCHTA
On miał taką do mnie propozycję stale: „Słuchaj Wawrzek, ty się chyba dasz najbardziej lubić”. No więc my se zawsze posiedzieli, godali, my se zawsze godali na ty. A Tischner był po prostu sensownym cłowiekiem dla drugiego cłowieka.
Był taką prawą ręką dla cłowieka.

PROF. TADEUSZ GADACZ
Jeśli chodzi o ścisłą filozofię, to Tischner przede wszystkim był myślicielem wyrastającym z tradycji fenomenologicznej, którą przekształcił w duchu aksjologii, w duchu ogromnej wrażliwości na wartości. A potem w oparciu o tę tradycję stworzył swoją własną i oryginalną – choć oczywiście pozostającą pod wpływem Levinasa czy Rosenzweiga – filozofię dialogu. Filozofię, która wyrasta z fundamentalnego doświadczenia spotkania osoby z osobą.

LUDWIK MACIASZ
Co to znacy? No żyć z ludziami. No życie z ludziami. Tak, to jest najważniejsze. I jesce być mile widzianym w ludziach, bo jak cię ludzie nienawidzą, to cię i wygryzą. No, ale co jego tak wygryzło, to sam nie wiem co. Do czego to się dązyła ta choroba, ze tak się stało?

PROF. TADEUSZ GADACZ
Jeśli są wartości w świecie platońskich idei, takie stałe i niezmienne, jak prawda, dobro i piękno, to w relacjach ludzkiej egzystencji znajdują się one w sytuacji dramatycznego napięcia. I czasami jest tak, że prawda nie jest dobra, że piękno nie jest prawdziwe, że człowiek musi w tych sytuacjach dramatycznych wybierać… To był żywioł, jak on to nazywał, agatologii. To jest znana tradycja filozofii XX wieku, ale Tischner nadał jej własne, oryginalne rysy w postaci filozofii dramatu.

LUDWIK MACIASZ
On by nie miał skąd zacerpnąć tych wiadomości, choćby tych filozofyji. Nie miał skąd. Co w ksiązkach piszą, to piszą, to moze pisą i wszyćko prowdy. Ja tam nie wiem… Ja na przykład, to.... tak cytać nie umiem, ale ludzie mi opowiadajom o takich róznych dawnych przytrafunkach, bacach, nie bacach, o górach, dziwach, o carach i nie carach. Więc to nie jest prowda, co oni piszą w tych ksiązkach, ino to jest prowda, co było.

WANDA CZUBERNATOWA
Tischner lubił opowiadać taką anegdotę. Oto umarł taki jeden Maciek, taki strasny pijok. A jak umarł, to jeszcze miał ćwiarteczkę w garści. I z tą ćwiarteczką burzy do bramy niebieskiej, a święty Pietrek go nie chce wpuścić: „O ty pijaku paskudny! Idżze! Co ty chcesz?” A on mu: „A święty Pietrze, łyknijcie se ze mną, bo ja nie dam rady sam pić, bo ja to i pijak, ale musę z kimsik”. I tak go nukał, nukał, az święty Pietrek łyknoł. Łyknoł i się przewrócił. A potem się pyta: „Chłopie, tyś to pił?”. „No piłem”. „Codziennie?”. „No, codziennie”. „To pódź w bramy niebieskie, bo tyś jest męczennik, a nie grzesznik”.
Tak: Tischner wszystko potrafił obrócić w żart, anegdotę. Przyjazny był ludziom, przyjazny był całemu światu.
No, ale nieszczęście potem takie na niego przyszło, że chorował i się ogromnie męczył. Dobrze, że miał dobrą rodzinę. Bo widzisz cłeku: nie masz baby, nie masz dzieci – z jednej strony dobrze. A z drugiej strony: co ci zakonnica poradzi? Najwyżej ci uwarzy jakąś chudą polewkę. A tak to nim się bratowa zajęła, no i w ogóle rodzina.

MARIANNA KUCHTA
Nieraz to myśmy tak rozmawiali z nim jak jo z bratem, choć ta jo z bratem tak nie rozmawiałam, jak z księdzem Tischnerem. Pamintom, jakeśmy grabili coś i tak my się zgodali. Jo mu mówię tak: „Księze, czemu taka nienawiść jeden na drugiego – godom – kieby mógł to by kamieniem do człowieka rzucił?”. A on mi mówi: „Maryś, Pan Bóg każdego lubi. A kto do ciebie kamieniem, ty do niego chlebem, a będziesz widziała, ze na pewno mu serce zmięknie i obróci w dobro”.